Pomalowali twarze bojowymi nastrojami,
starając się sobie udowodnić racje -
czerwona lampka na nosie ma ogłosić:
winny, winny...
Antagonizm dotyczy sprawy:
czy padający właśnie śnieg jest bieli
cynkowej, czy tytanowej?
Nie wiedzą, że rozbawiony, zabarwiłem go
ultramarynowymi łzami szczęścia.
Czy białe jest to bielsze? A bielsze,
czy bardziej jest białe?
A co by się stało, gdyby załamała ramy
namalowanego przez niego obrazu?
Nanosząc na akwarelę, własną kreskę -
metaforę trzeciego i czwartego wymiaru
świadomości i percepcji.
Czy nie byłby to akt silniejszy od złotych
krążków, jakie zakładają sobie śmiertelnicy?
I czy trzeba było, z powodu banalnego pytania
wycinać sadzony przez tydzień ogród dębów?
Takich pytań będzie jeszcze wiele. Takich scen.
Dałem im krótką chwilę, a oni sadzą, ścinają,
sadzą - horyzontu scenariusza nie widać.
Zegar rodzi zmarszczki pod makijażem,
kostucha przegląda terminarz, kruk krąży,
by rzec jutro: "Nigdy już!"
...winny, winny – lampki dwie?
NIE!
Wina? A co to wina? Czy winny winniejszy?
A winniejszy bardziej winny, niż winny?
Pomalowali twarze bojowymi nastrojami,
starając się sobie udowodnić racje -
awers i rewers. W jednej chwili tłoczeni,
na jednym medalu, tej samej scenie-arenie,
według tego samego pomysłu.