dwadzieścia cztery piętra
harcują po podłodze pokoju
poeta z paluszkami w buzi
nie wie nic o świetle
białych kamieniach
nic o kobiecie
niedosypianiu w tkankach cytryny
w czarnych węgielkach
oko ogniste śnieg zdumienia pisze
wygasłe z emocji zwrotki zdarzeń
tulą cierpliwe ciała baranków
biała od ognia stalówka
unosi zapach stołu i zimy
jestem kartką papieru w której
milczenie duże poczucie higieny
umysłu i siły
drażni zrywane a puste listki
kalendarza
Ciekawy pomysł i równie interesujące wykonanie. Najbardziej podobają mi się dwie pierwsze zwrotki, a szczególnie metaforyka wiersza. Wiersz podoba mi się i zapada w pamięć