zawsze twierdziłem że dwa plus dwa to cztery
nie pięć nie trzy i nawet nie około
gdy podtykano niematerialne z naglącym przemyśl
i wskazywano do przejścia pomost
to zawsze wtedy stawałem na ziemi twardo
siła ciążenia stanowiła niezaprzeczalną wartość
jako dziecko zadawałem pytania gdzie jest to niebo
bo nad głowami miałem nieskończone przestrzenie i gwiazdy
fascynowały mnie konstelacje a zwłaszcza ich wielość
jednak boleśnie przyjmowałem kolejny wiedzy zastrzyk
gdy nie znajdowałem miejsca na rozszerzenie po Big Bangu
poobijany słyszałem tylko nie zawracaj głowy bajtlu
nic nie odkryłem nie odpowiedziałem na liczne pytania
lecz uspokojony przeżywam to coś co nazywamy życiem
namiastki postrzegania takie swoiste zamiast
kolejne przybliżenia niekończące się strumienie spłyceń
pozwalają nie wikłać się w analizy i obcować z pięknem
i tylko wokół słychać chodu zegara tętent
Wypada jedynie pogratulować Ci, Leszku, takiej postawy, skoro czyni Cię szczęśliwym.
Wyraziłeś to przekonywująco.
Pozdrawiam.
Naśladując peela, warto wiecznym dociekaniem poznawczym zastąpić inne dlaczego, które wynika z wybojów na drodze. Przede wszystkim jednak należy nauczyć się nie tyle patrzeć, ile widzieć.