spoglądał z zaciekawieniem
szeroko otwartymi oczami dziecka
pragnął dotknąć dozobaczyć każde lśnienie
zachłannie nie potrafił przestać
zmieniały się krajobrazy mury wnętrza
potrafił już nazywać i nieobce mu były odczucia
coraz grubsze ryby zacinał na wędkach
bywało że nie usiadł
nie spoczął by chwili nie tracić
był malarzem który swoją rzeczywistość krasił
znamiennymi stawały się osoby nawet tłumy
przypadków w pozaplatanych wątkach
uczył się ale nigdy nie wyuczył
i pod napięciem na dotykanych łączach
zyskiwał poparzenia blizny i plamy
by uciec powstawał zamysł
mijała dniówka w piekielnej korporacji
i odwrotnie do realu charakteryzowała się galopadą
słyszał podpowiedzi nie wytrzeszczaj zamknij
jeszcze raz wyobraźnią przyjrzyj się obrazom twarzom
i zakończ niezapamiętanym słowem
bez najmniejszej próby by odwlec
Ta "dniówka w piekielnej korporacji odwrotnie do realu charakteryzująca się" jakby wyjęta skądś indziej, jakoś mi nie pasuje do tego poetyckiego świata. Pozdrawiam!
Ta "dniówka w piekielnej korporacji odwrotnie do realu charakteryzująca się" jakby wyjęta skądś indziej, jakoś mi nie pasuje do tego poetyckiego świata. Pozdrawiam!
Wydaje mi się, że w kontekst się wpisuje. Dziękuję z poczytanie i komentarz.