Już nie ujrzę, czułem ja to,
twej zmarszczonej drobnej twarzy,
nie podejmę rąk zmęczonych
do uścisku, pocałunku,
i nie wróci już to lato
ani dzień co mi się marzył.
Gdzieś śród skroni żałość płynie
taka cicha i spokojna,
sączy deszcz po pelerynie
żywe myśli i wspominki,
łzę ociera wolno ręka,
w sercu jedna nić mi pękła.
1980
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk
asiu, to wiersz o mojej drugiej, trzeciej, a może czwartej Mamie. Bo Mam, to ja miałem wiele, tylko ani jednego Taty.
Tutaj mowa o mojej ukochanej Teściowej. W drugiej książce poświęcę jej większy ustęp, bo warta jest tego. O śmierci dowiedziałem się ponad dwa miesiące po fakcie. Ukrywano to przede mną, odcięto od wszelkich kontaktów z rodziną. Jej śmierć jest związana z moją/naszą tragedią. Pozornie banalna choroba - wylew!
Wiersz zapisałem na spacerniaku, w deszczu, po wielekroć notując każde słowo w pamięci.
To jeden z dwóch, może trzech, najbardziej osobistych wierszy.
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk