Płynąc po falach Twojego wiersza,
jestem jak piórko w odmętach wody …
Najpierw łagodnie podnosisz w górę
by zakołysać tchnieniem swobody,
złapać dźwiękami utkany promień,
cały złocisty, w porywach drżący
aby po chwili, niczym grad z nieba
nastrój przemienił werblem huczącym…
Między nutkami czuję przestworza,
zapach błękitu, głębię rozkoszy.
Śpiewa mi serce hymnem nieznanym
prawie już z piersi chce mi wyskoczyć
więc bierzesz rękę moją nieśmiało,
by wszechświat zamknąć w najczulszym geście.
Na krosnach czasu rozwieszasz gwiazdy.
Całujesz żarem serca… Nareszcie…