otarłem się o pelerynę śmierci
mimowolnie zaledwie na chwilę
w niebycie czas zgoła inne funkcje pełnił
poczęstowany czerwone wino piłem
patrzyłem na wypełnione lazurem oczy
dwadzieścia lat wypełniało kwiecistą sukienkę
absurd sytuacji płoszył
w głowie tętent
zagłuszał wypowiadane słowa
przyjąłem zaproszenie bez obaw
wchodziłem w domostwo ułud
nagle wiatr rozwiewając ściany
przyniósł nieznane uczucie bólu
tuż obok ktoś na szali ważył
Czy na pewno Lidziu? Jeśli przyjmiemy ze smutkiem otarcie się o śmierć, to tak, ale jeśli prześledzimy ostatnią strofę, w której wg mnie peel jakby dostawał szansę, to już chyba mniej.
Jakoś mało optymistycznie nastrajają mnie te słowa...
Poprzekamarzam się z Tobą troszeczkę Lidziu. Co prawda nigdy tego nie robiłem, więc jestem troszeczkę speszony. Spróbujmy zobaczyć w wierszu pewną tregedię, która dotkjnęła peela, może wypadek, może próba morderstwa, cokolwiek. Zobaczył śmierć będąc na drugiej stronie. Było to odmienne od stereotypowego widzenia oblicza tej białej Pani. Został zaproszony do domostwa z którego nie byłoby już powrotu i nagle poczuł ból, który okazał się najlepszym znakiem, że wrócił do żywych. Los jego waży się jednak na szali, ale jeśli przyjdzie pomoc, to wykorzysta daną mu po powrocie z tamtej strony szansę.
Pewnie masz rację, ja jednak odebrałam ten wiersz całkiem inaczej...pewnie zbyt bacznie obserwuję otoczenie wyłapując co nie powinnam i później wpasowuję je w wiersze
_________________ a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza