Wysłany: 2007-12-31, 15:00 od tygodnia jestem niemową
przed brzaskiem lunarnie głupieję
nie pomaga nawet srebro
zimne i ponoć bardzo kobiece -
zawiodła księżycowa artemida
miłosierdzie i przebaczenie są blisko
szatany cichną zawiedzione różańcem w ciemności
oko zaczyna się dziwić kolorom i kształtom
ucho nadal złośliwie przysypia
chociaż ciało gotowe na namacalność
a jeśli wcale nie muszę mówić -
czasami wystarczy zapach metafory
wygięcie w łuk i skok z zamkniętymi oczami
rano zepnę gładko włosy i umaluję usta
drwiną poszczuję trzask dźwięków w głowie
zapalę papierosa i wystygły błękit w źrenicy
co z tego że nawet w sierpniu mam zimne dłonie
wdech wydech wdech wydech
strużka potu spływa na skroń
emanuelu nadchodzi czas żółci
i więdnących w ciszy żonkili
_________________ kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
Wszystko w wierszu mi się podoba. Utwór wciągnął mnie i zatrzymał, a kiedy doszedłem do kończących go żonkili, wiersz mi powiedział: jeszcze. I wróciłem do jego wersów, strof...
Wysłany: 2008-01-01, 16:39 Re: od tygodnia jestem niemową
el napisał/a:
a jeśli wcale nie muszę mówić -
czasami wystarczy zapach metafory
wygięcie w łuk i skok z zamkniętymi oczami
rano zepnę gładko włosy i umaluję usta
drwiną poszczuję trzask dźwięków w głowie
zapalę papierosa i wystygły błękit w źrenicy
co z tego że nawet w sierpniu mam zimne dłonie
Przeniknąłem w obrazy, myśli, ale jeśli zadasz mi konkretne pytanie co i dlaczego mi się podobało, to przebijesz jakby bańkę wyobraźni, w której zamknęły mnie strofy. Czar pryśnie, więc zapytany nie odpowiem tkwiąc w świecie własnej interpretacji, który zazdrośnie strzegę.
Dziękuję Wam kochani za komentarze i wizytę. Przepraszam, że odpowiadam tak późno i pośpiesznie, ale mi grypa moich panów położyła. Teraz robię za siostrę oddziałową, a dają popalić. Jak chorują to wespół zespół... Nadrobię jak postawię towarzystwo trochę na nogi.
_________________ kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
Oj. Powiem Ci, że księżycowa artemida wcale nie zawiodła, oj nie...
...a szatany cichną, nie wcale temu, że się zawiodły, ale temu, że padły z wrażenia po twoim wierszu, który pachnie metaforą kobiety-poety, takiej, której i szatany i Bóg sam pokłon oddać muszą. A ja im pokłonem dla ciebie przewodzę