Dzisiaj rano przy kawie myślałem sobie o Twoim niepustym krześle i odniosłem podobne wrażenie - że ma kilka znaczeń. Niemniej, żeby być szczerym, napisałem o tym, znajdując zaledwie jedno z zamiennych słów. Masz rację - trudno zastąpić je jednym właściwym, które wszystko i TO SAMO powie, ale wolałem zaznaczyć, że zwróciło to moją uwagę. Żeby nie było...
Dzisiaj rano przy kawie myślałem sobie o Twoim niepustym krześle i odniosłem podobne wrażenie - że ma kilka znaczeń. Niemniej, żeby być szczerym, napisałem o tym, znajdując zaledwie jedno z zamiennych słów. Masz rację - trudno zastąpić je jednym właściwym, które wszystko i TO SAMO powie, ale wolałem zaznaczyć, że zwróciło to moją uwagę. Żeby nie było...
Dołączyła: 05 Gru 2007 Posty: 863 Skąd: z przedmieścia
Wysłany: 2007-12-30, 13:42
Leszek Wlazło napisał/a:
Marcin Dydyna napisał/a:
Nie wiem, co ja od zawsze mam do określenia: niepuste, może to, że sam napisałbym je inaczej, np. zajęte. Na szczęście to Twój wiersz
Czytałem już go wcześniej kilka razy, dzisiaj do niego wracam, bo interesujący i podobnie jak inne Twoje wiersze, bardzo płynnie mi się go czyta, a treść wciąga i nie daje przejść obok, pozostać obojętnym.
Marcinie to słowo jest jednym z ciekawszych i nie znam synonimu, który by niósł tą samą treść. No bo zbacz: zajęte, to po prostu miejsce które ktoś zajmuje. Niepuste, to nawiązanie do tradycji pustego krzesła i jednocześnie wykazanie, że każdy z nas widzi na nim kogoś innego. Może to być liryka, która jest w nas, ktoś kto odszedł, albo ktoś kto być powinien a go nie ma. Stąd niepuste wyraża znacznie więcej niż zajęte.
Leszku... dzięki za wyjaśnienie, to "niepuste" też mi chodziło po głowie.