Zgaszone żony
mają watę w szklanej głowie
liczą bochenki przed kolacją
płacząc w kromkę
wygasłe żony
tulą pieniądz w suchej torbie
wiedzą którędy wyjść skrótami
na początek
przekwitłe żony
stygną zimą z letnich skwarów
proszą niedzielą o nagrodę
cierpkich mężów
zgaszonej żonie
tylko chwila w białym balu
w poszumie sukni na pamiątkę
pierwszej więzi
przygasłym żonom
zawsze mało z bliska wschodów
tworzą budowle na podstawach
wyschłych drzew
w zgaszonych żonach
ranny tramwaj szumi z chłodu
w perłach namiastki
za marcepan biorąc chleb