próbuję słowem namalować piękno
barwami pasję innym udostępnić
szum wiatru skrzydła chce przypinać szeptom
w głowie od nienazwanych tętni
w kalejdoskopie ożywają obrazy
łany pszeniczne rzepaki zachęcają by marzyć
ptaki tak one są ważne ptakom podobnym
kiedy skrzydłami tną skrzydło w skrzydło
próbują na intruza spojrzeć odkryć
jak to możliwe, że nie tylko
my możemy w ciepłym tchnieniu zakrążyć
niezwykłą parę przenikają termiczne prądy
pamięć zachowuje fotografie
jednak zbyt płaskie i to nie tylko dlatego
że z góry jakby rzucone na papier
szczegóły pozbawione są wymiaru bledną
i trudno słowom piękno namalować
by trójwymiarowy a nie płaski powstał obraz
Dołączyła: 15 Sie 2009 Posty: 1590 Skąd: Sheffield
Wysłany: 2026-06-14, 13:33
Pięknie i pokornie o pięknie latania. Ci faceci ze sławnej anegdoty dydaktycznej, którzy wnioskowali o tym jaki jest słoń a to dotykając jedynie nogi a to trąby, nie pasują tu.
Ty znasz i czujesz całego słonia. To jest prawdziwe i Twoje. Słowa zawsze będą niewystarczające. Wiele lat słuchałam mojego brata, który latał podobnie jak Ty tylko nie pisał wierszy. Nie musiał szukać słów, które zobiektywizują jego przeżycia z lotu szybowcem czy Wilgą. Najciekawsze były opowieści o tym, jak się szuka miejsca do posadzenia szybowca, kiedy wiadomo, że zaraz przestanie być niesiony i potem o tym, co zdarza się już na ziemi.
Pozdrowienia posyłam.
_________________ If you don't know where you are going,
any road will take you there.
/Lewis Carroll/
Pięknie i pokornie o pięknie latania. Ci faceci ze sławnej anegdoty dydaktycznej, którzy wnioskowali o cechach całego słonia a to dotykając jedynie nogi a to trąby, nie pasują tu.
Ty znasz i czujesz całego słonia. To jest prawdziwe i Twoje. Słowa zawsze będą niewystarczające. Wiele lat słuchałam mojego brata, który latał podobnie jak Ty tylko nie pisał wierszy. Nie musiał szukać słów, które zobiektywizują jego przeżycia z lotu szybowcem czy Wilgą. Najciekawsze były opowieści o tym, jak się szuka miejsca do posadzenia szybowca, kiedy wiadomo, że zaraz przestanie być niesiony i potem o tym, co zdarza się już na ziemi. Na pewno mógłbyś opowiedzieć wiele fascynujących historii o podobnych zdarzeniach.
Pozdrowienia posyłam.
Przez wiele lat bardzo rzadko pisałem o lataniu. Uważałem, że mój warsztat poetycki jest zbyt ubogi, aby przekazać piękno latania. Lotnictwo, a w szczególności szybownictwo jest nieprzemijającą historią. Zaczynamy latać w różnym wieku (ja w wieku niespełna 16 lat) i z różnych powodów i inspiracji. Zarażamy się tą nieuleczalną chorobą i przechodzimy przez różne jej stadia i objawy. Na początku jest proces poznawczy, dotykanie piękna i swobody. Potem pojawia się rywalizacja i uwalniają się liczne możliwości realizacji marzeń. Zwieńczeniem tego procesu jest przekazywanie nabytego doświadczenia innym i realizowanie się poprzez doklejanie piór i skrzydeł nielotom, śledzenie ich nieporadnych początków i rozpostartych skrzydeł, które kierują w różne kierunki lotniczego życia. Ostatnio wyszkoliłem siedemnastolatka w pięć dni. Tyle wystarczyło mu, aby polecieć samodzielnie i ukończyć szkolenie podstawowe. Cieszyliśmy się wspólnie, a gdy pochwaliliśmy się tym na FB, to od razu przyczepiło się malkontenctwo w stylu: za szybko, zbyt pobieżnie, bez utrwalenia nawyków, dla piaru itd. itp. Nawet takie opinie wygasły, gdy rzeczowo obaliłem wszystkie teorie niemające nic wspólnego ze znajomością tematu, programów szkolenia i metodyki stosowanej przez instruktorów.
Małgosiu, masz rację, że wiele mógłbym opowiedzieć o lotnictwie i powoli ośmielam się to robić wierszem i prozą w wielu drabblach zamieszczonych na naszym portalu.
Przetrawiłem. Niektóre słowa musiałem dopoweidzieć między Twoimi słowami w wierszu. To jest latanie...
Chyba się wreszcie skuszę i skorzystam z namów mojego siostrzeńca. Chociaz lata na turystycznych samolotach, a nie szybowcach ,ale zawsze... Poczuję tę przestzreń i swobodę, która opisałeś w wierszu.
Przetrawiłem. Niektóre słowa musiałem dopoweidzieć między Twoimi słowami w wierszu. To jest latanie...
Chyba się wreszcie skuszę i skorzystam z namów mojego siostrzeńca. Chociaz lata na turystycznych samolotach, a nie szybowcach ,ale zawsze... Poczuję tę przestzreń i swobodę, która opisałeś w wierszu.
Nie wiem, czy strawa była smaczna, ale jeśli skłoniła Cię do spróbowania wzniesienia się ponad ziemię, to jakiś cel został osiągnięty. Co do lotu samolotem, a nie szybowcem, to różnica będzie taka, że lot samolotem, a zwłaszcza górnopłatem (skrzydła są umieszczone u góry płatowca), w którym skrzydła przysłaniają możliwość podziwiania widoków, to można to porównać do pływania na łodzi motorowej, bądź na żaglówce. W motorówce lejemy paliwo, uruchamiamy silnik i płyniemy tam gdzie chcemy, a do żeglowania pod żaglami potrzebna jest znajomość meteorologii i technik np. halsowania pod wiatr, aby dopłynąć do celu przy niesprzyjających wiatrach. Na szybowcu jest podobnie jak na żaglówce. Jest wolność i zmaganie się z siłami przyrody i oczywiście wspaniała widoczność z kabiny, Polecam.
Leszku, kilka razy pływałem na żaglówce, raz na tygodniowych wczasach. Fajnie było
Kiedy polecę tym samolotem, to odczuję. Niestety, szybowcem nie leciałem, ale mam kilku znajomych (jest u nas znany aeroklub i lotnisko trawiaste), znam ich opowiadania.
Kilka razy w roku są u nas zawody balonowoe... o, może przelecę się balonem. Podobno widoki nieziemskie
Leszku, kilka razy pływałem na żaglówce, raz na tygodniowych wczasach. Fajnie było
Kiedy polecę tym samolotem, to odczuję. Niestety, szybowcem nie leciałem, ale mam kilku znajomych (jest u nas znany aeroklub i lotnisko trawiaste), znam ich opowiadania.
Kilka razy w roku są u nas zawody balonowoe... o, może przelecę się balonem. Podobno widoki nieziemskie