Noc była wietrzna, stworzona do marzeń,
coś niedobrego działo się z Księżycem...
Przelazłem wydmy, stanąłem na plaży.
Wtem, gdy włożyłem rękę w słoną wodę,
znikąd przygnała łajba z piekła rodem
i w moje serce rzuciła kotwicę.
Mózg mi się przegrzał i wola osłabła,
pod miękką nogą zakiwał się piach,
gdy usłyszałem głos morskiego diabła:
,,— Odtąd nie spoczniesz, zanim ujrzysz rano
zieleń spienioną i rozfalowaną,
jaką widziałeś dotąd tylko w snach.
Będą cię nęcić wyspy nieodkryte,
póki nie łykniesz zza burty błękitu.
Zaklęte drogi przed tobą otworzę,
a ty skaliste klify na pył skruszysz,
by nie wzbraniały ci drogi na morze.''
Tak samo. Marynarze bali się pływać daleko na Ocean Atlantycki, grozili buntem kapitanowi, gdyż Ziemia była płaska i kończyła się ok. 1,5 tys. mil morskich na zachód od Słupów Herkulesa - dalej woda oceanu wpadała w przepaść do Piekła, tam parowała i stąd powstawały chmury.
Marynarze nie chcieli wpaść w ogniste czeluście Piekła...
Tak samo. Marynarze bali się pływać daleko na Ocean Atlantycki, grozili buntem kapitanowi, gdyż Ziemia była płaska i kończyła się ok. 1,5 tys. mil morskich na zachód od Słupów Herkulesa - dalej woda oceanu wpadała w przepaść do Piekła, tam parowała i stąd powstawały chmury.
Proszę mi tu nie zwalać na marynarzy, ludowych przesądów szczurów lądowych. Że Ziemia jest kulista, ludziom wykształconym wiadomo przynajmniej od czasów Arystotelesa. Eratosthenes (III w.p.n.e.) wyliczył prawie poprawnie jej obwód (patrz tutaj). W średniowieczu to już nie była domena wyłącznie nauki: statki powszechnie stosowały nawigację astronomiczną, która na płaskiej Ziemi nie miałaby żadnego uzasadnienia. Nawet z Kościołem Kopernik czy Galileusz nie spierali się o kulistośćZiemi, która była bez zastrzeżeń akceptowana, tylko o jej miejsce we Wszechświecie: kto krąży wokół kogo.
A Kolumb nie musiał nikogo przekonywać, że daleko na Zachód od Słupów Herkulesa (czyli Gibraltaru) są Indie -- tego nikt nie kwestionował. Problem był inny: wiedziano, że Kolumb nie ma szans, żeby tam dotrzeć. Wyliczono długość zachodniej drogi do Indii, porównano z prędkością istniejących karawel i karak, i wyciągnięto wniosek, że nie da się załadować tyle żywności, żeby wystarczyło załodze na taką wyprawę. Wobec tego załoga musiała wymrzeć z głodu na środku oceanu okalającego Euroazję i Afrykę. To było poprawne obliczenie i tak by się niechybnie stało, gdyby po drodze nie napatoczył się Kolumbowi nieznany dotąd skład zapasów -- Ameryka.
Kurczę, jak antypoetycznie zrobiło się z mojej winy... Przepraszam. Żeby się trochę zrehabilitować, niniejszym załączam to.
Że Ziemia jest kulista, ludziom wykształconym wiadomo przynajmniej od czasów Arystotelesa. Eratosthenes (III w.p.n.e.) wyliczył prawie poprawnie jej obwód
Znam to. Natomiast wspomniałem o (prostych, niepiśmiennych) marynarzach, którzy "grozili buntem kapitanowi".