Niech sady goreją, gdy trzeba ocalić stóg!
Cóż trawnik, gdy zżera pożoga zieloność łąk?!
A człowiek? — ma wartość dzierżących gaśnicę rąk
i spiesznie na wieżę dzwonniczą biegnących nóg!
Nie płaczmy nad losem paniką gonionych mew,
już jutro rachunki za zgliszcza wystawi czas!
Niech sady goreją! My mamy ratować las,
przedszkola bezbronnych, trzeszczących ze strachu drzew!
Ach, gdyby nam niebo poranne zdarzyło cud
i chmury runęły ulewą wilgotnych ciał,
i gdyby żar z sykiem się rozszedł w bezmiarach wód!
Lecz ogień... Gdzie ogień?! To było złudzenie?! Mit?
Zgasł pożar nad światem i nagle się pokój stał —
to tylko ognista jutrzenka zrodziła
Zgrabnie zapisany sonet, uniwersalny w treści/przesłaniu. Z natury rzeczy upstrzony patosem, ale czy nie zbyt wielkim?
Ten patos wtłacza mnie w fotel i na mnie krzyczy. Na końcu niespodzianka i tere fere..bo to nie to? - może więc zmienić tytuł na Iluzja,
pozdrawiam, witekk
_________________ człowiek szlachetny rozumie prawość, człowiek małostkowy rozumie zysk