Mgła (pamiętam, choć z trudem, że tak bywało jesienią)
Przez szyby wciska się mgła,
zawisa nad resztką dnia
i ślepe auta macają
białymi laskami asfalt.
Mleko od kraja do kraja,
wszystkie kontury rozmokły.
Pokrętła od kontrastu
nie mogę znaleźć pod oknem.
Tęcza, co barw się wyrzekła,
zamienia domy w ruiny,
szpitale w przedsionek piekła,
siwizną pokrywa głowy,
z ulic zabiera dziewczyny
i ich kochanków widmowych.
Kto ukradł serca zegarom
i sprawił, że już nie biją?
Z butelki nalewam szarość...