nie umiem nie wiem nie potrafię
beztroską przykryć odpowiedzialności
ty co prowadzisz zaledwie głaśniesz
żeby po chwili zagubionego olśnić
dać mu wskazówki jak suchą stopą
przejść i coś więcej ponad standard posiąść
niewiedzą mógłbym przykryć porażki
ale czy warto w asekuranctwie
przechodzić brodzić w nurcie wartkim
kiedy z pogodą można łacniej
żyć i brać wszystko pełnymi garściami
zanim nadejdzie osobowościowy zanik
mógłbym jak wielu laury wycierać
spocząć i kapciom dać towarzystwo
lub upodobnić się do ścierwa
i zlewać wszystkich oraz wszystko
lecz jak stwierdziłem przed wielu laty
być sobą to największy zaszczyt
Piękne!
Przepraszam za niedyskretne pytanie: co oznacza być sobą? Na czym to polega?
Kiedyś się nad tym zastanawiałem i mi wyszło, że jest to podporządkowanie się (utożsamienie) wpływom, teoriom, poglądom, koncepcjom, przyzwyczajeniom etc, które najsilniej oddziałały na moje odczucia, uczucia, emocje, mój umył czy światopogląd i go ukształtowały. A mnie przy tym nie było, względnie nie miałem nic do gadania. A w innym okolicznościach i w zetknięciu z innymi bodźcami bez wątpienia stałbym się/byłbym (mówiąc kolokwialnie) innym człowiekiem.
Piękne!
Obrazek
Przepraszam za niedyskretne pytanie: co oznacza być sobą? Na czym to polega?
Kiedyś się nad tym zastanawiałem i mi wyszło, że jest to podporządkowanie się (utożsamienie) wpływom, teoriom, poglądom, koncepcjom, przyzwyczajeniom etc, które najsilniej oddziałały na moje odczucia, uczucia, emocje, mój umył czy światopogląd i go ukształtowały. A mnie przy tym nie było, względnie nie miałem nic do gadania. A w innym okolicznościach i w zetknięciu z innymi bodźcami bez wątpienia stałbym się/byłbym (mówiąc kolokwialnie) innym człowiekiem.
Całkowicie zgadzam się z Tobą w sprawie kształtowania osobowości przez teorie, poglądy, koncepcje, przyzwyczajenie, okoliczności i bodźce. Dodałbym jeszcze środowisko i przypadki, które zmieniają nasze życie. Nie zmienia to jednak faktu, że nasiąkamy jak skorupka za młodu wartościami, które w późniejszym wieku trącają oporem przed gwałtownymi zmianami osobowości, które opierają się bodźcom zewnętrznym i pozwalają nam pozostać sobą, tym czymś wewnętrznym ukształtowanym przez lata. Oczywiście nie jest to stała opierająca się koniunkturalności, chęci imponowania, pędowi do kariery za wszelką cenę, czasami strachowi, czy perfidnym szantażom itd. Itp. Podam parę przykładów ze swojego życia:
- kiedyś w technikum moja nauczycielka rosyjskiego i wychowawczyni naszej klasy uwzięła się na koleżance z klasy. Mogłem udawać, że nie widzę, że to mnie nie dotyczy, mogłem też, przewidując odwet nie odzywać się, ale odezwałem się i przy klasie powiedziałem, że jej metody wychowawcze nie nadawałyby się nawet do przedszkola. W efekcie musiałem się nauczyć wszystkich czytanek z rosyjskiego na pamięć, a z części maszyn, których uczyła nas jej koleżanka, trudno mi się było wykaraskać na trójkę.
- innym razem na Walnym Zgromadzeniu Aeroklubu większość sekcji szybowcowej uległa populizmowi jednego z członków i wyniosła go na stanowisko członka Zarządu. Głosowałem przeciw i po zebraniu zapytano mnie: po czyjej jesteś stronie. Odpowiedziałem, że jestem po stronie dobra Aeroklubu i jeśli są po tej samej stronie, to jestem z nimi, ale jeśli nie, to będę przeciw nim. Przez rok byłem na uboczu życia aeroklubowego, ale gdy populizm pokazał swoją prawdziwą twarz, to zostałem Prezesem tego Aeroklubu.
- trzeci przypadek pozostawania sobą to już bardziej poetycki przypadek. Najlepiej odzwierciedliłem go w Potyczkach z Erato, które można przeczytać pod linkiem: https://postscriptum.net.pl/viewtopic.php?t=174&postdays=0&postorder=asc&start=0
Zaczynając swoją drogę poetycką, zewsząd słyszałem, że współczesny świat się nie rymuje. Jurorzy na konkursach poetyckich ostentacyjnie odrzucali wszelkie ślady rymowania, a krytykanci nie pozostawiali suchej nitki na moim pisaniu. Mogłem, jak niektórzy, pisać wiersze bezrymowe i pod konkretnych jurorów zasiadających w ławach oceniających. Znałem też poetę, który miał znakomity cykl wierszy, ale porzucił go, obracając się jak chorągiewka na wietrze i zatracając autentyzm. Pozostałem jednak sobą i starałem się doskonalić swój warsztat.
Będąc bacznym obserwatorem, napisałem wiele zadziwień, ubierając je w doświadczenia Pana Mirigity, albo w rozmowy z lustrem. Jak niektórzy mówią stałem się rozpoznawalny i wierny melodii asonansów, która wybrzmiewa w tle moich treści.
Obecnie jestem już emerytem, który już nic nie musi, a tylko może i tym bardziej komfortowo pozostaję sobą.