Odwrócona, w odosobnieniu, tyle lat już obserwuje przebudzenie i ubieranie barw coraz bardziej szalonych, a potem rozkołysanie i opadanie, chłód i szklane łzy,
a teraz znowu wschodzącą zieleń.
W jej małe królestwo wstępują kwiaty, najpierw przebiśniegi i zawilce, potem podrosną konwalie i tulipany.
Czasem ludzie przechodzą i coś szepczą z tyłu, rzeka oddziela.
Czwarta ściana nieustannie płynie, szmer roznosi.
Lubi, jak farba odchodzi płatami, pociąga ją ten zabawny odgłos łuszczenia.
Nowe wciąż odpadają lepsze lub gorsze twarze.
Z roku na rok większe chylą się ku niej drzewa, ich kora coraz mocniej pomarszczona.
Wyciągają suche badyle, jeszcze pąki nieduże i uśpione, szepczą: utulimy, kiedy będzie trzeba, jeśli żar niebo ci rozleje, znajdziesz schronienie. Tylko niech nie ścinają. Niech odejdą precz z warczącymi zębiskami.
Chcemy istnieć niepocięci. I niezmurszali.
zniszczona ławka.JPG
Plik ściągnięto 12 raz(y) 712,04 KB
_________________ Kiedyś, spotykając kogoś, zastanawiałam się, czy dana osoba mnie lubi, a teraz w tej samej sytuacji, zastanawiam się, czy to ja lubię tę osobę.