Albo jestem zbyt zmęczona albo wiersz jest ciut zaplątany...jest ona, on i obserwator...jest czas przeszły, przyszły i teraźniejszy, a to wszystko dokładnie wymieszane...może jak odpocznę to rozsupłam ten węzełek
_________________ a po nas już nic
jeno popiół i zgliszcza
życie to jeden wic
rzekł uczeń mistrza
"ta śliczna blondynka goniąca wzrokiem fale
wstaje o zmierzchu i jeszcze śpiąc
ubiera się budzi sama *
ten dom z którego podziwia zachody słońca
pogwizduję jego melodię **
kiedy na balkonie dotyka labiryntu swej pamięci
wzdycha do nieba gubi się we mgle
chodź odbijemy się w lustrze morza
zabrałaś wczoraj większość mnie
wiedziałem to będzie boleć zupełnie inaczej
ta miłość
niewygodny ślepy krwawy diament
łamigłówka której nie wzruszy życie
wiem ludzie się śmieją
kiedy wrażliwym i delikatnym
nie daje się szans
znam miejsca gdzie nie możesz umrzeć
muszę cię przypiąć szpilką
nie jestem już taka sama
jesteś prawdziwa"
Kolorem zaznaczyłem wersy, w których moim zdaniem coś nie gra. A pogrubionym zbyt często powtarzające się słowa, chociaż rzadko czepiam się powtórzeń. Ogólnie uważam, że śmiało można jeszcze popracować nad tym wierszem.
* nie przekonuje mnie budzenie się samą na końcu strofy; już wcześniej wstaje o zmierzchu , czyli tym samym już się obudziła Może napisać o tym wcześniej, np. wstaje o zmierzchu sama?
** pogwizduję, czy pogwizduje?
Może jeszcze w wersie: kiedy na balkonie dotyka labiryntu swej pamięci można by zrezygnować ze swej - kiedy na balkonie dotyka labiryntu pamięci
Bardzo Marcinie dziękuję za wyłuszczenie mi tego ,gdyż ten wiersz chciałbym zrobić jak się należy i każda nota jest mi skarbem....dziękuję za zajrzenie i opinie...pozdrawiam