Był to dla mnie jeden z trudniejszych wierszy do napisania. Spróbowałem się zmierzyć z tematem pierwszej miłości chłopca, a właściwie jeszcze dziecka. Słownictwo także musiało być adekwatne dla autora opowieści. Ela z II b to autentyczna postać i za wpis do pamiętnika, a właściwie za przekazywanie go na lekcji, oberwałem wskaźnikiem do mapy, długim kijem, który nauczycielka połamała na mojej dłoni. Takie to były czasy, a dotkliwe upokorzenie, a nie ból, czuję do dziś. Ela nie skończyła z nami II klasy, bo wyprowadziła się z rodzicami na drugi koniec miasta. Towarzyszyłem jej, w kabinie samochodu przewożącego meble, do późnego wieczora, a moi rodzice odchodzili od zmysłów, co się ze mną stało. To był nasz ostatni dziecięcy kontakt. W piątej klasie technikum, gdy nasze Technikum Mechaniczne połączono z Technikum Chemicznym, do którego uczęszczała Ela, pokazał mi ją kolega na przerwie. Nie potrafiłem się jednak jej przypomnieć. Wiele lat później dowiedziałem się od jej siostry, że wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Dzięki Naszej klasie, zerwany kontakt dane mi było odnowić. Ela przyjechała kilka lat temu do Polski i na zorganizowanym spotkaniu klasowym, wytańczyłem się z nią do rana, unosząc ją również na rękach. Tyle tego przydługiego wstępu, a poniżej wiersz.
Wspomnienie
Ela z II b wyróżniała się w klasie,
na tle tablicy widziałem warkoczyki.
Białe kokardki, lubiłem na nie patrzeć,
śliczne motyle potrafiły się przyśnić.
Kiedy się śmiała powstawały w policzkach
małe dołeczki, lśniły zielone oczy.
Niejeden chłopiec skrycie o Eli myślał,
lecz to mnie los na chwilę z nią połączył.
Zawsze po szkole, z tornistrami na plecach,
wydłużaliśmy drogę powrotu do domu.
Dwoje dzieciaków stąpało po alejkach,
znaki pierwszego uczucia mogąc poczuć.
Cios przeprowadzki pozostawił im pamięć
na długie lata i czarno-białe zdjęcie.
Biegną czasami myśli minionym śladem,
torem historii mimowolnie zamkniętej.