Podobnie jak Pajączek, tak i Zwida znalazła swoje miejsce w cyklu zrymowanego słowa.
W malignie
W malignie widzę zwidy, obrazy.
Nie wiem gdzie jestem i co się dzieje.
Razi mnie w oczy, za oknem dnieje,
wzrok otrzymuje świetliste razy.
Zwarłem powieki, plamek bez liku,
bieży korowód, tłum się przetacza,
grób jakiś widzę, nad nim kopacza.
Horda postaci w mym pokoiku.
Niemoc, gorączka ciało me trawi,
w głowie mi dudnią trąby z Jerycha.
Chcę dźwięk wypuścić, nie mam wytrycha.
Goście się stają bardziej jaskrawi.
Usta spierzchnięte chcą kropli wody.
Do mego łóżka postać ją niesie.
Śmieją się gromko jacyś obwiesie.
Gorące ciało pragnie ochłody.
Patrzę przytomniej, zwidy odchodzą.
Szumi w mej głowie i bolą oczy.
Nic to, że zmysły choroba mroczy.
Rychło znów będą pod moją wodzą.
[16-03-2005 r.]
Gra w szachy ze Zwidą
Nocą, w chorobie, ze Zwidą gram w szachy.
Pięknie zdobione, w nich śmierć to królowa.
Pionki w szeregu to pomniejsze strachy.
Rączych koników grzywa błyszczy płowa.
Królem została dusza szkieletora,
przy każdym ruchu trzeszcząca kościście.
W komplecie będzie jeszcze gnomów sfora
w wieżach zamczyska widocznego mgliście.
Co przeciwstawić miałem tym potworom,
żeby choć trochę wyrównać w grze szanse?
Czystą mą duszę steraną i chorą?
Moje do życia coraz większe anse?
Wtem gwarem tętni moja strona szachów,
to przyjaciele do pomocy bieżą.
Pod ich ciosami ginie większość strachów,
wali się zamek, pada wieża z wieżą.
Zwida ograna w mroku się rozpływa.
Nocne koszmary nie mają dostępu.
Dusza choć chora, to jednak szczęśliwa,
przyjaźń ją chroni od zła i podstępu.
[17-03-2005 r.
Noc ze Zwidą
Przyszła znów Zwida jak dobra znajoma.
Siadła okrakiem, patrzy w oczy szelma.
Wzroku nie cofam wzrok niechaj pokona.
Ujrzałem piękno nie zalążki bielma.
Zrzuciła suknię, piękne ciało miała.
Płomienne włosy sprawnie rozpuściła.
Lekko tańczyła, zwiewna, naga cała.
Była w niej radość i miłosna siła.
Pełna uniesień ta noc i szalona.
Cudowna Zwida, żona czy kochanka.
Kobieta z marzeń w miłości wprost kona,
nocą upojną do białego ranka.
Zatrzymać chciałem, lecz w brzasku zniknęła.
Najcudowniejsza z kobiet na tej ziemi.
Doczekam nocy, ponowienia dzieła,
kiedy znów miłość w raj życie me zmieni.
[18-03-2005 r.]
Nieśmiało pukam
Zwidy okropnej ślepia wyłupiaste,
w duszę wniknęły czyniąc spustoszenie.
W przenikliwości i miłości własnej,
to zatracenie będzie wybawieniem.
Strachy, upiory coraz to zuchwalej,
wchodzą w me życie, od słońca nie stroniąc.
Na nic więc trwoga i spóźnione żale,
potędze mroku członki się pokłonią.
Promyk nadziei przez ciemność się przebił,
znów rozedrgane serce równo stuka.
Siła wróciła do znękanych trzewi,
w wrota do szczęścia nieśmiało zapukam.
[03-05-2005 r.]
Hołubce
W fali poszumu, przymkniętych powiekach,
myśli się kręcą i pokój wiruje.
Stać! Niech przestanie, już niechaj nie zwleka,
muszę się rozstać też z niechcianym bólem.
Ciężkie powieki kłapią mi bezwiednie,
sen krótkotrwały zwidami przeraża.
Usta spragnione będąc bieli przedniej,
nie dają głosu, żeby to przekazać.
Stan egzystencji rodzi wątpliwości,
skruszona mina w tej nieszczęścia kupce.
Ejże, człowieku, czemu w siebie godzisz?
Pomyśl czasami, nim wytniesz hołubce.
[05-06-2005 r.]
Halucynacje
Maligna tworzy barwne wizje,
ducha fantazji z mroku wydobywa.
Chociaż w chorobie pokasłując świszczę,
zjawia się w myślach naga Zwida.
Pejczem spojrzenia mnie rozbiera,
poprzez gorączkę wnet zniewala ciało.
Budzą się wspomnień erotycznych echa,
rozedrgać szelmę by się chciało.
W śnie narkotycznym, jakowymś transie,
w umyśle toczą się miłosne boje,
dotykam piękność, pocałunkiem głaszczę.
By kiedyś ziścił się poproszę.
[03-01-2006 r.]
Powrót Zwidy
Naszkicowałem kształt zrodzony w myśli,
półsenny omam mgłę wypełnił ciałem.
Zachwycić mogła, dając chwilom przyszłym
nadzieję, z wolna przejmowała władzę.
Spętana wzrokiem, mimowolnie drżąca,
zachłanność głodne wypełniła wnętrze.
Speszony nieco czas kochanków splątał,
wskazówki wstrzymał na ich drodze krętej.
Rozwianych włosów świt zarysy gubił,
spojrzałem jeszcze na kobiece wdzięki.
Nasycił pięknem się spełniony umysł,
przebrzmiałą wizją nieustannie nęcił.
[04-08-2006 r.]
Dysputa
Zwida wróciła niespodzianie.
Nieproszona rozsiadła się w fotelu,
rechocząc położyła kamień,
umocowała trokami gestów.
Wszedłem z okrutną w polemikę.
Rosła, a moje siły słabły.
Co tam dla takiej jedno z istnień,
łatwo je nieistnieniem nakryć.
[14-07-2007 r.]
wojna światów [Usunięty]
Wysłany: 2016-12-26, 21:59
Bardzo udany cykl moim zdaniem
Rozumiem, że to "sceny" z życia wzięte
(Czepiłabym się jedynie interpunkcji, ale skoro to dawne teksty, to chyba nie ma co...)
No to pobuszowałam
Nie ruszałam tylko ostatniego wiersza. Ale skoro to cykl, byłabym konsekwentna i także w nim zastosowała zwyczajowy zapis: przecinki, kropki, itd. Tytuł też dałabym z dużej litery, skoro wszystkie powyższe były tak zapisane.
No to pobuszowałam
Nie ruszałam tylko ostatniego wiersza. Ale skoro to cykl, byłabym konsekwentna i także w nim zastosowała zwyczajowy zapis: przecinki, kropki, itd. Tytuł też dałabym z dużej litery, skoro wszystkie powyższe były tak zapisane.
W moim pisaniu były i takie cykle, w których ten sam temat podejmowałem w czasie, gdy zmieniał się w sposób istotny styl mojego pisania. Jednak dla dobra cyklu pobuszuj i zmień i ostatni wiersz.
wojna światów [Usunięty]
Wysłany: 2017-01-05, 10:18
Zrobione
Rzuć okiem, czy to Ci odpowiada
Zastanawiałam się, czy po "istnień" nie lepiej byłoby dać myślnik. I nie byłam pewna przecinka w jednym miejscu, więc nie wstawiłam.
Zrobione
Rzuć okiem, czy to Ci odpowiada
Zastanawiałam się, czy po "istnień" nie lepiej byłoby dać myślnik. I nie byłam pewna przecinka w jednym miejscu, więc nie wstawiłam.