mógłbym odrzeć latanie z żółcieni rzepakowych
terminologią przyćmić biel skłębionej chmury
znój powtarzanych czynności na błękicie złożyć
przed niewidzącymi lot w dolinach ukryć
ciągnę białe latawce do towarzystwa myszołowom
macham na pożegnanie zawiedziony odejściem
zadzieram w pikowaniu odciążony ogon
by złożyć po chwili pokłon rozłożystej wierzbie
co przyciąga w upalne gwar rozmarzonych
głosów skrzętnie zliczających minuty
po co im to przecież mogliby się obyć
lecz na cóż światu golemy o oczach pustych
złoto pozbierasz z łanów szumiących
biel z kazdej pięknie skłębionej chmury
mądrością zdobiąc słowa Twych wierszy
niedoścignione wznosisz wciąż mury...
mógłbym odrzeć latanie z żółcieni rzepakowych
terminologią przyćmić biel skłębionej chmury
znój powtarzanych czynności na błękicie złożyć
przed niewidzącymi lot w dolinach ukryć
Leszku, czy mogę Ci mówić Mistrzu uskrzydlony? słonecznie E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
mógłbym odrzeć latanie z żółcieni rzepakowych
terminologią przyćmić biel skłębionej chmury
znój powtarzanych czynności na błękicie złożyć
przed niewidzącymi lot w dolinach ukryć
Leszku, czy mogę Ci mówić Mistrzu uskrzydlony? słonecznie E
złoto pozbierasz z łanów szumiących
biel z kazdej pięknie skłębionej chmury
mądrością zdobiąc słowa Twych wierszy
niedoścignione wznosisz wciąż mury...