Nie pamiętam tytułu - to był właściwie taki album z malarstwem Jakiejś artystki i wierszami Noblistki - chyba w nim właśnie ten o kocie wiersz... co to na obrażonych łapkach... rewelka!
Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek
_________________ kroplą miodu pocieszamy błaznów
lub sami ze sobą rozgryzamy liść mięty
Szkoda.
Jak każdego człowieka,
każdego poety, poetki,
życia.
E
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
an [Usunięty]
Wysłany: 2012-02-02, 17:43
Obmyślam świat
Obmyślam świat, wydanie drugie,
wydanie drugie poprawione,
idiotom na śmiech,
melancholikom na płacz,
łysym na grzebień,
psom na buty.
Oto rozdział:
Mowa Zwierząt i Roślin,
gdzie przy każdym gatunku
masz słownik odnośny.
Nawet proste dzień dobry
wymienione z rybą
ciebie, rybę i wszystkich
przy życiu umocni.
Ta, dawno przeczuwana,
nagle w jawie słów
improwizacja lasu!
Ta epika sów!
Te aforyzmy jeża
układane, gdy
jesteśmy przekonani,
że nic, tylko śpi!
Czas (rozdział drugi)
ma prawo do wtrącania się
we wszystko czy to złe, czy dobre.
Jednakże - ten, co kruszy góry,
oceany przesuwa i który
obecny jest przy gwiazd krążeniu,
nie będzie mieć najmniejszej władzy
nad kochankami, bo zbyt nadzy,
bo zbyt objęci, z nastroszoną
duszą jak wróblem na ramieniu.
Starość to tylko morał
przy życiu zbrodniarza.
Ach, więc wszyscy są młodzi!
Cierpienie (rozdział trzeci)
ciała nie znieważa.
Śmierć,
kiedy śpisz, przychodzi.
A śnić będziesz,
że wcale nie trzeba oddychać,
że cisza bez oddechu
to niezła muzyka,
jesteś mały jak iskra
i gaśniesz do taktu.
Śmierć tylko taka. Bólu więcej
miałeś trzymając różę w ręce
i większe czułeś przerażenie
widząc, że płatek spadł na ziemię.
Świat tylko taki. Tylko tak
żyć, I umierać tylko tyle.
A wszystko inne - jest jak Bach
chwilowo grany
na pile.
Dzięki Swym wierszom pozostanie na zawsze w świadomości ludzi...
Nieśmiertelna
Słowo jest trwalsze od kamienia, który z czasem wietrzeje na mrozie i deszczu.
Miała taką pogodę w sobie, że "światłość wiekuista" nad Jej nazwiskiem zapewne nie zgaśnie.
Może podzielmy się utworami, które w nas szczególnie zapadły.
Ten poniżej "chodzi" ze mną od lat...co roku przepisywany z kalendarzyka na kalendarzyk.
Miłość szczęśliwa
Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
czy to poważne, czy to pożyteczne -
co świat ma z dwojga ludzi,
którzy nie widzą świata?
Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi,
pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani,
że tak stać się musiało - w nagrodę za co? za nic;
światło pada znikąd -
dlaczego właśnie na tych, a nie innych?
_________________ kto piórem walczy temu chwała
niech niepokorne wiersze pisze
dla mnie poezja to nieśmiałość
anioła który odszedł w ciszę - Grzegorz Szafoni
an [Usunięty]
Wysłany: 2012-02-02, 20:59
Miniatura średniowieczna
Po najzieleńszym wzgórzu,
najkonniejszym orszakiem,
w płaszczach najjedwabniejszych.
Do zamku o siedmiu wieżach,
z których każda najwyższa.
Na przedzie xiążę
najpochlebniej niebrzuchaty,
przy xiążęciu xiężna pani
cudnie młoda, młodziusieńka.
Za nimi kilka dwórek
jak malowanie zaiste
i paź najpacholętszy,
a na ramieniu pazia
coś nad wyraz małpiego
z przenajśmieszniejszym pyszczkiem
i ogonkiem.
Zaraz potem trzej rycerze,
a kazdy się dwoi, troi,
i jak który z miną gęstą
prędko inny z miną tęgą,
a jak pod kim rumak gniady,
to najgniadszy moiściewy,
a wszystkie kopytkami jakoby muskając
stokrotki najprzydrożniejsze.
Kto zasię smutny, strudzony,
z dziurą na łokciu i z zezem,
tego najwyraźniej brak.
Najżadniejszej też kwestii
mieszczańskiej czy kmiecej
pod najlazurowszym niebem.
Szubieniczki nawet tyciej
dla najsokolszego oka
i nic nie rzuca cienia wątpliwości.
Tak sobie przemile jadą
w tym realiźmie najfeudalniejszym.
Onże wszelako dbał o równowagę:
piekło dla nich szykował na drugim obrazku.
Och, to sie rozumiało
arcysamo przez się.
Nie cytuję oryginału, bo nawet go nie szukałem - czy warto w takiej sytuacji szukać?
Śpiewam tę piosenkę. Muzykę napisała dziewczyna, z którą grałem w teatrze dwadzieścia lat temu.
Teraz odważę się nagrać moje i Wasze życie.
Jutro.
buffo
najpierw minie nasza miłość
potem sto i dwieście lat
potem znów będziemy razem
komediantka i komediant
ulubieńcy publiczności
odegrają nas w teatrze
mała farsa z kupletami
trochę tańca dużo śmiechu
trafny rys obyczajowy i oklaski
będziesz śmieszny nieodparcie
na tej scenie z tą zazdrością w tym krawacie
moja głowa zawrócona
moje serce i korona
moje serce pękające
i korona spadająca
będziemy się spotykali
rozstawali - śmiech na sali
siedem rzek siedem gór
między sobą obmyślali
i jak by nam było mało
rzeczywistych klęsk i cierpień
dobijemy się słowami
dobijemy się słowami
a potem się pokłonimy
i to będzie farsy kres
spektatorzy pójdą spać
ubawiwszy się do łez
oni będą ślicznie żyli
oni miłość obłaskawią
tygrys będzie jadł z ich ręki
tygrys będzie jadł z ich ręki
a my wiecznie jacyś tacy
a my w czapkach z dzwoneczkami
w ich dzwonienie barbarzyńsko zasłuchani
a my wiecznie jacyś tacy
a my w czapkach z dzwoneczkami
w ich dzwonienie barbarzyńsko zasłuchani