Wszyscy sobie już powybierali po okruszku większym lub mniejszym dla siebie, a ja?
Dobrze mi tak, jak się spóźniam, to mi tak dobrze. Ale i tak nie wiedziałabym co mam wybrać. Czuję się jak w sklepiku z moją ulubioną gorzką czekoladą: ta dobra, ta jeszcze lepsza a tu na koniec właścicielka wyciąga spod lady jeszcze jedną tabliczkę i mówi:
- Wie pani, ta jest z cynamonem i dodatkiem chili. Mam tylko trzy...
I co zrobić?
Pięknie Leszku, za to "znacznie więcej niż nic", dziękuję.
Czytam Twoje wiersze, i mimo że ich nie komentuję za często, to zadziwiona jestem - wiersz po wierszu - Twoją swobodą pisania, panowaniem nad słowem, które jak modelina, plastelina, glinka udaje Ci się urabiać, poddaje się Twoim kaprysom. Czytając Twoje wiersze mam wrażenie, że przychodzą do Ciebie same, "gotowe" do zapisania. Są takie bez wysiłku (w moim drugim języku jest na to doskonałe określenie: effortless).
Chyba że się mylę, może jest inaczej, może to nie jest łatwe, może walczysz z każdym słowem, obrazem, z każdą metaforą i szukasz tej, która najlepsza, i czego nie znajdziesz na ziemi, to złapiesz nad nią, lecąc w tym swoim szybowcu, czy innym latawcu i później spieszysz się na ziemię, żeby zapisać to, co objawiło się w górze, nad Tatrami, czy jakimkolwiek innym, niby prozaicznym miasteczkiem. Jak by jednak nie było, Twoje wiersze, ich ostateczna postać, są perełkami.
serdeczności Elżbieta
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E
Elżuniu zawsze przyznaję się z pewnym zażenowaniem do tego jak powstają moje wiersze. Zazwyczaj jest to 15-25 minut .... lub wcale. Pomimo, jak niektórzy mówią misternej konstrukcji moich rymowanych wierszy, nie wymagają one ode mnie ślęczenia nad nimi dniami i nocami. Powstają od razu w wersji jaką czytacie, z niewielkimi poprawkami jeśli ja lub czytelnicy coś rażącego dostrzegą. Często zapisuję myśl i jeśli nie płynie ona dalej strofami, to pozostaje tylko myślą, do której wracam, lub nie. Największy kłopot mam z wierszami, które przerwę w połowie z jakiejkolwiek przyczyny. Piszę wiersze w pewnym stanie ducha i gdybym wracał do wierszy, aby je dopieszczać, to zapewne powstałby zupełnie inny wiersz, gdyż stan ducha w chwili pisania byłby zgoła inny. W czasie pisania rzadko szukam rymów w pamięci, gdyż już w chwili zapisania wersu układają mi się następne zrymowane do niego. Z powodów opisanych wyżej i totalnego braku czasu moje wiersze są krótkie tzn mają trzy, czasami cztery strofy. Bywa, ze mam nawet kilkanaście wierszy nie przepisanych do komputera z telefonu komórkowego w którym powstają, a bywają dni posuchy lirycznej. Ot i cała tajemnica. Pozdrawiam Leszek
Wiesz, Leszku, ja czekałam (w pewnym sensie) na taką odpowiedź od Ciebie. Dziękuję za uchylenie rąbka.
Myślę, że nie jesteś odosobniony w swoim nieco metafizycznym procesie pisania-tworzenia wierszy. (Tak podobno też dzieje się z muzykami, którzy słyszą swoje kompozycje gotowe i tylko muszą je zapisać. Ale tu pole do popisu dla Marka :) ) Ja, piszę dużo mniej i zupełnie inaczej niż Ty, zresztą absolutnie nie chodzi mi tu o porównywanie pisań, lecz o zbieżności w samym zapisywaniu, w samym czasie, kiedy wiersz, czy inny utwór, powstaje. Często jest tak, jak mówisz: albo od razu zapiszesz, czy nauczysz się na pamięć, albo „zapomnij” („forget it”), bo nie wróci. Czasem, gdy jadę samochodem i coś mi się wymyśli, szukam wtedy kartki jakiejś, skrawka reklamówki i zapisuję, choćby hasła, słowa, żeby nie zapomnieć. Podobnie dzieje się przy pisaniu opowiadań, dłuższych tekstów. Jeśli od nich odejdę na dłużej to, gdy wracam do pisania, muszę je ułaskawiać i prosić, by na nowo się pokazały.
Ale dosyć gadulstwa nie na temat Twojego ciągle pięknego wiersza.
Albo przenieśmy się do HydeParku? Wątek: jak „się pisze” to co piszę? Lub coś w tym rodzaju.
Serdeczności Elżbieta
_________________ przestrzeń
składa się z czasu
pokonywania
prostą linią
myśli
zakrętem pytania
zdecydowaniem
kropki śmierci
po wielokropku
umierania
E