Niebo jest czyste.
Potężny gorąc sprawia, że suka bernardyn,
która postanowiła mi towarzyszyć,
wystawiła język na wierzch.
Z trudnością chodzę.
Wczoraj, wracając z pracy motocyklem,
upadłem, obijając sobie lewe biodro.
Wciąż gdzieś mnie gna.
Wciąż ktoś się mną opiekuje,
nie pozwala, bym wylądował w szpitalu
ze złamanym barkiem, złamanym biodrem.
Nie pozwala, bym ponownie oszalał,
lądując w zakładzie psychiatrycznym.
Staram się być wdzięczny temu komuś,
tak na wszelki wypadek.
Nie zakłócam przechadzki grupie czarnych mrówek.
Obserwuję jak przemieszczają się po spodniach.
Zatrzymałem się na skrzyżowaniu dróg.
Jestem szczęśliwy dzięki samotności.
Nie potrzebuję dyskotekowego szumu,
zawierania znajomości, zaszczytów.
Wystarczą lektury pokrzepiające umysł.
Przyroda.
Wędrówki.
Ogień.
an [Usunięty]
Wysłany: 2012-05-20, 20:34
Cassidy napisał/a:
Niebo jest czyste.
Potężny gorąc sprawia, że suka bernardyn,
która postanowiła mi towarzyszyć,
wystawiła język na wierzch,
oddychając z trudem.
Z trudnością chodzę.
Wczoraj, wracając z pracy motocyklem,
upadłem, obijając sobie lewe biodro.
Wciąż gdzieś mnie gna.
Wciąż ktoś się mną opiekuje,
nie pozwala, bym wylądował w szpitalu
ze złamanym barkiem, złamanym biodrem.
Nie pozwala, bym ponownie oszalał,
lądując w zakładzie psychiatrycznym.
Staram się być wdzięczny temu komuś,
tak na wszelki wypadek.
Nad cytowanym fragmentem warto jeszcze popracować, bo powtórzenia działają na niekorzyść. Jako całość jest w porządku. I rozumiem, że to:
Cassidy napisał/a:
Jestem szczęśliwy dzięki samotności.
odnosi się do wybranych chwil( np. samotne wędrówki). Bo nie uwierzę, że ktokolwiek może czuć szczęście w permanentnej samotności!...
Przeczytaj, jeśli nie czytałaś, "Walden, czyli życie w lesie".
A tak ogólnie - człowiek, który nie czuje się dobrze sam ze sobą, to bardzo smutny człowiek, moim zdaniem.
Pozdrawiam!
an [Usunięty]
Wysłany: 2012-05-20, 20:59
Cassidy napisał/a:
człowiek, który nie czuje się dobrze sam ze sobą, to bardzo smutny człowiek,
Nie o to mi chodziło... Nikt nie przychodzi na ten świat sam dla siebie - spełniamy się tak, czy inaczej, poprzez innych... Każdy potrzebuje - przynajmniej czasem -drugiego człowieka, bliskości, rozmowy... Nawet największy samotnik!
A jakie spełnianie masz na myśli? Bo ja na przykład nie uważam, że spełniamy się poprzez innych. Przynajmniej mi nie są potrzebni inni ludzie do tego, bym mógł poczuć się spełniony, poczuć, że się realizuję.
A największego samotnika nie znam, więc się nie wypowiem
PS.
"A tak ogólnie - człowiek, który nie czuje się dobrze sam ze sobą, to bardzo smutny człowiek, moim zdaniem."
Ja się czuję dobrze sam ze sobą. Zawsze. I się nie nudzę sobą. Raczej innymi.
Wczoraj i dzisiaj sam w Łośnie. Na noc wróciłem bo było otwarcie wystawy fotograficznej i chciałem być - i tam się znudziłem... bardzo szybko!
Potężny gorąc sprawia, że suka bernardyn,
która postanowiła mi towarzyszyć,
wystawiła język na wierzch,
oddychając z trudem.
wielki upal sprawił, że bernardynka,
która postanowiła mi towarzyszyć
wystawiła jęzor na wierzch
i oddychała ciężko (taka sobie inna wersja)
(psy oddychają również językiem - stąd to ich wywalanie na zewnątrz)
an [Usunięty]
Wysłany: 2012-05-20, 22:14
Ja nie mówię o samorealizacji i spełnieniu zawodowym, czy twórczym, bo to rzeczywiście zależy od nas, a nie od innych (choć wsparcie i reakcja otoczenia są jednak ważne).
Jesteśmy natomiast z natury istotami społecznymi, ale hmm, skoro ktoś nie potrzebuje miłości, ciepła, zrozumienia, przyjaźni - szczęściarz, samowystarczalny! Bo przecież to wszystko, co wymieniam, to nic niewarte brednie, prawda
Ale widzisz, jakoś nie wierzę w tym macho, co to nigdy nikogo nie potrzebuje.
Cassidy napisał/a:
PS.
"A tak ogólnie - człowiek, który nie czuje się dobrze sam ze sobą, to bardzo smutny człowiek, moim zdaniem."
Fakt, niektórzy tak bardzo boją się samotności, że zadowalają się obecnością kogokolwiek i wówczas jest to istotnie smutne... Ale twierdzenie, że inni nie są nam wcale potrzebni...
Nie wiem, może ja jestem w takim razie nienormalna, albo jakaś głupia... Może ze mną jest coś nie tak, bo uważam, że człowiek żyje dla (szeroko rozumianej) miłości i że ta potrzeba jest w każdym z nas... Być zawsze tylko dla siebie? Naprawdę? I nic dla innych, z myślą o innych? Więc każdy powinien myśleć TYLKO o sobie?
Też potrzebuję czasem być sama, ale czasem - nie wciąż! Więc jeśli w tym znaczeniu pisałeś, to się zgadzam! Zgadzam się też z tym, co napisał Marek: że czasem to w towarzystwie jesteśmy znudzeni. Notabene: nie rozumiem, co znaczy nudzić się z sobą samym. Nigdy nie miałam tego problemu. Raczej na odwrót - doba jest zbyt krótka, bym mogła zrobić wszystko, co sobie zaplanuję...
Twoja wersja przyczyniła się do tego, że poprawiłem to i owo
Innymi nudzę się bardzo, bardzo szybko. Są oczywiście wyjątki, ale nawet od przyjaciela muszę odpocząć. Stąd przyjaciel - bo całkowicie to rozumie.
Język, jęzor - nad językiem to muszę jeszcze trochę popracować. Ale jeśli w dalszym ciągu będę zapieprzał w takim tempie, to będzie dobrze.
No i jeszcze raz dzięki POSTscriptum za sugestie wszelakie.
Pozdrawiam!
antewasin:
Miłość, ciepło i zrozumienie? Ja już dzisiaj i tak spożyłem zbyt dużą ilość cukru. Nie chcesz chyba, by zaczęło mnie mdlić?
Każdy powinien, moim zdaniem, myśleć przede wszystkim o sobie. Nie wyklucza to faktu, że istnieją oczywiście wartościowe, pomocne osoby (czego przykładem mogą być użytkownicy tego forum, mimo, że nie znam żadnego z nich osobiście, ale przecież idzie wyczuć ), ale jak skończył Jezus? No jak? Zdrowy egoizm to nic złego.
an [Usunięty]
Wysłany: 2012-05-20, 23:49
Cassidy napisał/a:
Miłość, ciepło i zrozumienie? Ja już dzisiaj i tak spożyłem zbyt dużą ilość cukru. Nie chcesz chyba, by zaczęło mnie mdlić?
Nie należę do słodkich idiotek i naiwniaczek, jeśli o to idzie... I najwidoczniej się nie rozumiemy, więc nie będę w to dalej brnąć.
W religię też nie chcę się zagłębiać, choć jestem osobą wierzącą, a Jezus dokonał wyboru, którego najwidoczniej nie rozumiesz. W Twoim mniemaniu przegrał. Ale masz prawo myśleć, co tylko chcesz...
Różnica pokoleń i poglądów
Ale nie mówię, że w niektórych kwestiach nie masz racji! Za moich czasów nie uczono asertywności, szkoda...
Naprawdę nie zauważyłaś, że ironizowałem? Wstawiłem nawet taką emotę: , żeby nie było wątpliwości.
Komentując jestem naprawdę rzadko poważny. Także o nic nie idzie.
Gdybyś uważniej przeczytała mój post, zrozumiałabyś, że wręcz pochwaliłem w nim postawę Jezusa, a wzgardziłem postawą tłumu. Jezus, Budda... Thoreau - właśnie tacy ludzie są światu potrzebni.
Nie pisz, proszę, że Jezus przegrał w moim mniemaniu, że czegoś nie rozumiem, że to, że tamto. Nie wiesz przecież jakie mam poglądy, prawda? Czytelnik może jedynie wysnuć coś z moich tekstów. Czasem wysnuwa błędne wnioski (do nikogo nie mam pretensji, po prostu czasem spotykam się z błędnymi interpretacjami, ludzie zarzucają mi rzeczy, którymi wręcz gardzę, ale to normalne).
Zresztą, miałem nie wdawać się w jakiekolwiek dyskusje pod moimi tekstami, więc z całym szacunkiem, ale na tym kończę.
Nikt nigdy nie szedł za swym dobrym duchem aż do końca. Rezultatem mogła być słabość ciała, lecz chyba nikt nie mógł powiedzieć, że tego żałuje, bo zyskiwał życie w zgodzie z zasadami wyższego rzędu. Jeśli witasz dzień i noc z radością, a życie ma woń kwiatów i słodko pachnących ziół, jest bardziej płynne, gwiaździste, nieśmiertelne - to jest twój sukces. Największe zdobycze i wartości najtrudniej docenić. Łatwo wątpimy w ich istnienie. Zapominamy o nich. A one są najprawdziwszą rzeczywistością. Prawdziwym żniwem mego codziennego życia jest coś tak nieuchwytnego i nieopisanego, jak odcienie poranka czy wieczoru. To odrobina schwytanego gwiezdnego pyłu, fragment złapanej tęczy.